Gdy w domu pojawia się choroba, zaczyna chorować cała rodzina. Gdy pojawia się nieszczęście spowodowane czynnikami losowymi, zaczyna się sypać całe poukładane życie. Nie możecie się od tego odseparować, zwłaszcza gdy wiesz, że czeka was ciężka walka, a szanse na wygraną są niewielkie. Próbujecie nie krzyczeć, nie wariować, nie wyrywać włosów z głowy, nie załamywać się… bo trzeba być silniejszymi i wspierać chorego, skrzywdzonego. Oczekujecie więc od innych odrobinę wsparcia i podtrzymania na duchu, a od specjalistów, lekarzy- pomocy medycznej i odrobinę empatii, zrozumienia. Gdy tego nie otrzymujecie, kryzys, załamanie, może przyjść niespodziewanie.

Lekarze, specjaliści i odpowiednie służby  zapominają czasem o byciu człowiekiem!

Trafienie na właściwego lekarza, który nie traktuje pacjenta jak kolejnego numeru w dokumentach jest ogromnie trudne. Zrozumienie ot, tak zwyczajne- po prostu ludzkie, jest niezwykle trudne, chociaż możliwe.  Nic dziwnego, że do jednych specjalistów trudno się dostać, bo ludzie ich sobie polecają, a do innych terminy są z dnia na dzień. Nie na darmo mówi się, że dobro powraca…

Odrobina dobrych chęci ma ogromną moc. Wiedzą to Ci , których los naznaczył piętnem choroby, nieszczęścia lub po prostu podjęcia złych decyzji w przeszłości. Tak czy inaczej, cała maszyna ruszyła swoje tryby i cały ich świat zaczął sypać się jak klocki domina. Nie ma ludzi doskonałych, nie ma ludzi nieomylnych- wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Nie mają znaczenia takie rzeczy jak:  wykształcenie, pieniądze, koneksje…  Nic w życiu nie jest pewne! Dlatego powinniśmy być dla siebie i dla innych dobrzy.

Może w tym momencie, to dla Was to tylko słowa, ale za chwilkę okaże się, iż te słowa stają się realnym życiem.  Przez takie czy inne doświadczenia powstała ta fundacja. Fundacja powstała dzięki determinacji trzech matek i darczyńcy, który uwierzył w ich siłę walki nie tylko dla siebie, swoich dzieci ale i innych. Wszystkie trzy kobiety łączy nie tylko choroba dziecka, borykanie się z brakiem diagnozy, dostępu do rehabilitacji, specjalistycznych terapii, ale także przemoc domowa, fizyczna i ta psychiczna. Także ucieczka w nieznane, z jedną walizką w obce miejsce do nieznanych ludzi…

O to, historia Agnieszki, mamy dziewczynki niepełnosprawnej .  Agnieszka przez lata znosiła przemoc , uzależnienie od alkoholu ojca swojej córki. Ojca, którego nie interesowało nic oprócz kieliszka, awantur …. Powiedziała dość! Pomoc jaką otrzymała wykorzystała myślę, że nie w 100%, a w tysiącach.  Dzięki pracownikom opieki społecznej, jako eksperyment, trafiła do samotnej starszej pani. W zamian za opiekę nad obłożnie chorą starszą kobietą, dostała dach nad głową. Robiła to z zaangażowaniem i poszanowaniem dla życia ludzkiego. Dlatego chce pomagać osobom doświadczonym przemocy domowej. Chce pokazać, że nie warto marnować życia sobie i dzieciom- być współuzależnionym- że można, a nawet czasem trzeba skorzystać z pomocy dobrych ludzi. Warto zacząć żyć od nowa bez względu na wiek, czy sytuację materialną.

Monika to także samotna matka dwóch cudownych dziewczynek. Kiedyś żona, matka przymykająca oko na problemy męża. Dziś również nie żałuje swojej decyzji o zmianie całego życia, ma święty spokój i może się skupić na dzieciach. Niestety, mimo ogromnego potencjału energii, dobrych chęci i  przeróżnych terapii ,nie znalazła jeszcze rozwiązania problemu swoich dzieci. A pomimo ich niepełnosprawności, nie daje się zaszufladkować w domu z dala od rówieśników. Monika jest przykładem walki na różnych płaszczyznach życia osób niepełnosprawnych. Wie, jak ważna jest pomoc z różnych stron. I ta pomoc powinna być wielofazowa. Lekarze powinni współpracować z terapeutami, rehabilitantami, a także z otaczającym nas światem!

Justyna kiedyś wiodła spokojne normalne życie do momentu pojawienia się drugiego syna. Wierzyła bezgranicznie w zaangażowanie świata medycznego, zrozumienia i potrzeb dla jej dziecka. Z czasem okazało się jak bardzo się pomyliła… a życie zaczęło się sypać jak domek z kart. Zwykłe niby nic, a jednak! Walka o zdrowie dziecka zaczęła się po jego urodzeniu. W piątym roku życia stała już się walką nie tylko o zdrowie, ale i o życie. Lekarze kazali czekać, nie dając nic w zamian. Dzięki innym rodzicom jakich poznała na swojej drodze, miała szkic co robić i gdzie się udać, aby pomóc dziecku. Uświadomiło jej to, że tak naprawdę rodzice borykający się z chorobą  lub innymi nieszczęśliwymi przypadkami losowymi, pozostają sami sobie. Często gdyby nie to, że mogą poznać inny życzliwych opiekunów, czy towarzyszy ich niedoli- zostają z masą problemów i kłopotów sami. A tak nie powinno być! Pomijając fakt braku wiedzy i możliwości uzyskania wsparcia psychologicznego, jak i opieki społecznej, trzeba samemu walczyć o leczenie i diagnozę. Trzeba walczyć, docierać do specjalistów, czy do terapii samemu. Zrobienie badań lub spotkanie specjalistów, którzy zrozumieją ich potrzeby, często graniczy z cudem. Jak ciężko jest pogodzić pracę, opiekę nad dziećmi oraz brak akceptacji środowiska, gdy pojawia się choroba. Jak ciężko jest zaakceptować i prosić innych ludzi o pomoc dla własnego dziecka. Jak ciężko jest pogodzić się z utratą zwykłego życia i przyznać się samemu sobie, iż nie podoła się udźwignąć finansowo ciężaru diagnostyki i szukania pomocy. Jak wiele trzeba, by podnieść się z kolan. Justyna poznała nie tylko jak ciężko jest w walce ożycie i zdrowie dziecka, ale także ile trzeba determinacji, aby zawalczyć także o inną bliską osobę, która walczy o życie. Ukochana osoba to najlepsza pod słońcem babcia, dobry człowiek, starszy człowiek, który nigdy nie chorował. I nagle staje się u progu bezsilności, buntu i zapytań: dlaczego? Tu pojawiają się kolejne pytania. Jak ciężko jest uzyskać pomoc lekarską i jak bardzo brakuje empatii, zrozumienia dla drugiego człowieka. Jak ciężko jest uzyskać pomoc w opiece hospicyjnej czy paliatywnej, szczególnie w miejscach oddalonych od większych aglomeracji i jak bardzo liczą się przepisy a nie człowiek! Jak nieświadomość ludzka potrafi dobić zamiast pomagać i gdzie jej szukać.

Po śmierci ukochanej babci, która miała opiekę hospicyjną, Justyna postanowiła skupić się na leczeniu własnego dziecka. Skupiła się nie na diagnostyce, ale na przyniesieniu ulgi w bólu jakie choroba ze sobą niosła. Po części się udał-  innowacyjna terapia przynosi ogromną poprawę, ale jest bardzo droga. Walka o dostęp do leczenia i jej refundacji trwa i wydaje się walką z wiatrakami. Jednak Justyna wie, że nie można stać i być biernym. Przez te lata udało się uzyskać i trafić na kilku świetnych specjalistów. W myśl przysłowia „jedna jaskółka, wiosny nie czyni” wie, że mamy też dobrych, lekarzy i specjalistów, ale czasem trzeba ich odkryć.  Dlatego Justyna postanowiła starać się pomagać szczególnie tam, gdzie  jest to utrudnione, gdy wydaje się niemożliwe. Po prostu trzeba walczyć.

Nie mogło stać się inaczej- musiała zostać powołana organizacja, która będzie pomagać innym. Jedyną przeszkodą jaka się pojawiła, to zapora finansowa. Żadna z kobiet nie miała pieniędzy. A bez pieniędzy nie da się oficjalnie działać. A ich działalność nieoficjalna była okrojona. I wtedy na ich drodze pojawiła się ON, darczyńca. Człowiek, który rozumiał życie w naszym kraju i nasze realia. Dzięki panu Przemysławowi Sicińskiemu i jego darowiźnie, empatii i zaufaniu, mogły zrealizować marzenia, plany. Na ich drodze wtedy pojawiły się także inne osoby, które przyczyniły się do powstania tej fundacji.

31 stycznia 2017 roku został podpisany akt powołujący fundację, a trzy miesiące później wpis do rejestru ukoronował utworzenie Fundacji Pomost Nadziei.

„Pomost” czyli to co łączy a „Nadziei” czyli wiara, że uda się zmienić coś co nas ogranicza, że warto walczyć w coś co wierzymy!

Fundacja Pomost Nadziei powstała z myślą o pomocy dla osób chorych, niepełnosprawnych, szczególnie tych, o których  zapomnieli urzędnicy. Tych, co nie umieją lub nie mają sił na dalszą walkę- czyli osób niezdiagnozowanych lub z chorobami rzadkimi, mających bardzo często problem z dostępem do specjalistów i diagnostyki. Fundacja powstała także, aby pomagać osobom w trudnych sytuacjach spowodowanych czynnikami losowymi. Chcemy wspierać i pomagać na różnych płaszczyznach- ludziom samotnym, chorym, czy niepełnosprawnym w dostępie do specjalistów, terapii czy rehabilitacji. Chcemy zapewnić obłożnie chorym godną opiekę paliatywną, gdzie można w godności, w zaciszu domowym, pozostać do ostatnich swoich dni.

Fundacja nie skupi się tylko na pomocy konkretnym osobom- chcemy utworzyć miejsca, gdzie osoby potrzebujące uzyskają pomoc w rehabilitacji i będą mogły uzyskać pomoc z innych dziedzin życia.

 

Twitter
Pomost Nadziei na Twitterze
0 ludzie podążają Pomost Nadziei