Barbara Pikul

 

 choroba: Nowotwór złośliwy

 cel:  leczenie, rehabilitację, leczenie innowacyjne wg. zaleceń lekarzy


Basi można pomóc dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomost Nadziei:
Bank PKO S.A. nr rachunku bankowego: 67 1240 5080 1111 0010 7344 3945
Wpłaty zagraniczne: PL 67 1240 5080 1111 0010 7344 3945
swift code: PKOPPLPW

fundacjapomostnadziei@gmail.com

z dopiskiem: Darowizna dla Barbary Pikul

Wesprzyj

 

_____________________________

Basia – samotna sanitariuszka w Uniwersyteckim Szpitalu w Krakowie od 1990 roku.

Przez te kilkanaście dobrych lat starałam się pomagać, służyć dobrym słowem czy ramieniem. Praca jest ciężka i pełna dramatów ludzkich, o czym przekonałam się na własnej skórze.

Za chwilkę poznasz moją historię, która będzie kawałkiem mojego życia, ciężkiego, a które bym chciała jeszcze przeżyć i cieszyć się moją ukochaną wnusią. Jako młoda dziewczyna rozpoczęłam pracę na oddziale nerwic, niestety los zakpił ze mnie po raz pierwszy, a jak się okazuje i nie ostatni. Uległam poważnemu wypadkowi, po którym spędziłam ponad pół roku na leczeniu -zdjęcie pochodzi z czasów pracy na oddziale nerwic. Nie wróciłam już na oddział nerwic, zostałam przeniesiona na urologię i tam pracuję. Chciałam powiedzieć, pracowałam, ponieważ od lipca przebywam na zwolnieniu. W 2011 roku została mi usunięta pierś wraz z węzłami, później przeszłam chemoterapię oraz naświetlanie. W 2013 roku została przeprowadzona rekonstrukcja piersi, byłam szczęśliwa, czułam się kobietą. Los ze mnie ponownie zakpił, bo w niedługim czasie nastąpiła wznowa choroby oraz dosięgnęło mnie onkologiczne piekło. Po usunięciu węzłów podobojczykowych była seria naświetleń. Dla wielu z was rok 2014 był rokiem, zmian, szczęścia i miłości a dla mnie to był rok rozmyślania o życiu i śmierci. W tym roku została przeprowadzona operacja usunięcia przydatków z trzonem macicy. Zaczynałam wychodzić na prostą, minęło pięć lat i wydawało się, iż złapałam pana Boga za nogi! Teraz los zakpił ze mnie ponownie i zastanawiam się, czy nie ostatni! Oby nie ostatni! Tak, mam raka, złośliwego raka i na dodatek rozsianego! Chcę żyć, pragnę żyć! Nie chcę umierać, jeszcze ma plan na życie!

Przede mną długa, samotna, ciężka i długa walka o życie.                                                                                     W lipcu cała historia zaczęła się niewinnie, zaczęła mnie boleć noga. Pomyślałam jak człowiek po czterdziestce i nie boli, to znaczy, że człowiek nie żyje. Lekarze mnie leczyli na rwę, a gdy pojawiły się drętwienia, niedowład, brak czucia uda wystraszyłam się, poprosiłam o badania, miałam przeczucie. I wtedy zaczęła się walka o życie i czas na ratunek. Chemia i wlewy, które o niemal mnie zabiły. Nie rak a alergia na chemię. Na szczęście spotkałam także lekarza anioła Panią doktor Jolantę Jędrys-Gałkę i teraz czuję się odrobinkę lepiej. Po chemii bardzo mój organizm został ograbiony z wapnia i mogę się złamać jak zapałka. Lekarze podjęli również niekonwencjonalną walkę, ale czy się uda? Wszystko zależy od Waszych dobrych serc. Leczenie konopiami łagodzi wiele, ale jest kosztowne, do tego dochodzą koszty leków wspomagających organizm…

 

Jestem Basia mam 51 lat i mam raka, złośliwego raka umiejscowionego w kościach i głowie. Mam wnuczkę i bardzo bym chciał żyć dla niej.

Bardzo Was proszę o szanse życia. Chociaż nie wiem, czy uda mi się Wam za to podziękować. 

                                                                                    – Basia 

 

Twitter
Pomost Nadziei na Twitterze
0 ludzie podążają Pomost Nadziei